24 października 1795 r. Prusy podpisały akt III rozbioru Rzeczpospolitej i dołączyły do Rosji i Austrii, które to zrobiły wcześniej – 3 stycznia 1795 r. Jeszcze tylko ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski podpisuje w Grodnie 25 listopada 1795 r. akt abdykacji jako formalność i tym samym przypieczętowano koniec jednego z największych państw Europy, które istniało ponad 800 lat!

Jutro, w przeddzień wyborów do sejmu i senatu przypada okrągła 220 rocznica ostatniego, III rozbioru Polski, o której nikt nie pamięta.

Polska szlachta stworzyła jedyne w swoim rodzaju w tamtych czasach państwo demokratyczne, ale nie była dojrzała psychicznie do właściwego rozumienia wolności w kontekście dobra wspólnego, co przerodziło się w samowolę. Dopiero gdy państwo upadło, a nasze elity utraciły słynną “złotą wolność” i uprzywilejowaną pozycję w państwach zaborczych, w których panował ustrój absolutystyczny, wtedy dopiero zaczęto doceniać wartość istnienia własnego państwa i poczucie patriotyzmu wzrosło.

„Jeśli można mówić o ironii dziejów, to do jej przejawów na pewno należy fakt, iż katastrofa spotkała Rzeczpospolitą nie w momencie najgłębszego upadku, lecz wówczas, gdy zaczęła się z niego podnosić.”  (Cytat z rozdziału o ożywieniu gospodarczym w okresie Oświecenia w XVIII w. „Wielka Historia Polski 1696 – 1830”. Tom IV, pod redakcją Mariana Szulca. Kraków 2002. Str. 153)

„W państwie rządzonym dobrze, wstyd jest być biednym, w państwie rządzonym źle – bogatym.” (Konfucjusz 551 – 479 r. p. n. e.)

Jeśli pieniądze i majątek stają się najważniejszą wartością w życiu, wtedy prawie zawsze pojawiają się pokusy, aby je nabywać w sposób nieuczciwy. 

Na ogół biorąc, są Słowianie skłonni do zaczepki i gwałtowni i gdyby nie ich niezgoda, wywołana mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile.” (Ibrahim ibn Jakub z Tortozy kupiec arabski na dworze Mieszka I w X w. wg Janusz Roszko: „Kolebka Siemowita”. Warszawa 1980. Str. 17.

„Polska, sami Polacy to twierdzili, nierządem stoi. Polska to jest prywata, Polska to jest zła wola. Polska to jest anarchia. I jeśliśmy po upadku mieli sympatię dla siebie, to nigdy nie mieliśmy szacunku dla siebie. Nie zaufanie, a niepewność wzbudzaliśmy i stąd chęć narzucania nam opiekunów, wyznaczonych dla narodu anarchii, niemocy, swawoli, dla narodu, który się do upadku doprowadził prywatą, nieznoszącą żadnej władzy.”  (Józef Piłsudski, 3 lipca 1923 r. Przemówienie w Sali Malinowej hotelu Bristol, [w:] Wielkie mowy historii, t. 2, Warszawa 2006.)

Podobno starosłowiańskie czy staropolskie słowo „miłość” pochodzi od czasownika „mijać”. Jak dwóch Słowian czy Polaków przechodziło obok siebie, czyli się „mijało” i żaden z nich drugiego nie zaczepił, ani nie napadł, to nazywano „miłością” albo „miłosierdziem”. (Nie pamiętam, gdzie to wyczytałam.)

Z powyższych cytatów wynika, że my, Polacy od zarania dziejów chyba mamy w genach skłonność do konfliktów i niezgody, walki, nienawiści i stawiania na swoim bez liczenia się ze zdaniem innych. Wszak w każdej kłótni chodzi o to, kto nad kim weźmie górę! I w tym cały jest ambaraz, żeby dwoje chciało naraz! Czy można to w sobie zmienić i nauczyć się wyrozumiałości, zgody i współpracy? 

Znalazłam opinie niektórych zagranicznych inteligentów i polityków z Rosji i Europy Zach., którzy nadal uważają, podobnie jak w XVIII – XIX w. że “Polacy nie potrafią stworzyć własnego państwa i nim rządzić, i dlatego powinni podporządkować się większym i silniejszym sąsiadom.” Zdaje się, że nadmienia o tym Piłsudski w powyższym cytacie. Najwyższy czas, żeby tą opinię zmienić!

Podobno historia lubi się powtarzać. Wzrost gospodarczy wcale nie musi świadczyć o dobrej kondycji państwa! W XVIII w. w okresie Oświecenia też był wzrost gospodarczy, a jednak państwo polskie znajdowało się w stanie agonii. Niektórzy ziemianie wprowadzali nowe zasady gospodarowania w swoich majątkach, nawet zwalniali chłopów z pańszczyzny i przechodzili na czynsz, powstawały pierwsze manufaktury i fabryki, rozwijały się miasta, budowano dużo nowych wspaniałych klasycystycznych rezydencji, jak np. pałac w Łazienkach w Warszawie, czy aż 3 kościoły w Chełmie, gdzie mieszkałam przez 40 lat.

Wśród naszych elit były 2 podstawowe stronnictwa: patriotyczne, które chciało zmian i reform oraz zachowawcze, które żadnych zmian nie chciało i broniło tzw. „złotej wolności” oraz „liberum veto” wzywając do pomocy carycę Katarzynę przeciw swoim ziomkom, pragnącym coś w kraju zmienić. Pierwsze uchwaliło postępową demokratyczną Konstytucję 3 Maja, jedyną taką w Europie obok konstytucji Stanów Zjednoczonych w Ameryce, drugie blokowało wszelkie reformy polskich sejmów, a apogeum była konfederacja targowicka, która unieważniła tąże konstytucję, co w konsekwencji doprowadziło do powstania kościuszkowskiego i kolejnych dwóch rozbiorów państwa.

Właścicielem Łasku był wtedy Teofil Załuski, który prawdopodobnie zbudował nowy murowany dwór i założył modny na owe czasy park, a także wydał specjalną ordynację usprawniającą funkcjonowanie miasta Łasku. Był dobrym przedsiębiorcą i o swój majątek dbał, ale należał do stronnictwa, które nie chciało reformowania państwa. Jego żona, słynna z piękności Honorata Stępkowska była kochanką, a potem żoną (po rozwodzie małżonków) rosyjskiego generała Igelstrὄma, dzięki czemu Załuski nastawiony prorosyjsko robił karierę w Warszawie, bogacąc się. Należał do aktywnych działaczy na rzecz konfederacji targowickiej, za co dostał awans od władz carskich na stanowisko podskarbiego koronnego. Szlachta sieradzka nastawiona patriotycznie i reformatorsko nie cierpiała go i pewnie dlatego rzadko bywał w Łasku.

Teraz też mamy podobno wielki wzrost gospodarczy, o którym stale mówi się w mediach, choć z jego osiągnięć korzysta nie wiem czy połowa Polaków. I mimo takiego wielkiego wzrostu młodzi, zdolni, przedsiębiorczy Polacy wciąż masowo emigrują do bogatszych krajów Europy Zach. ponieważ nie widzą w kraju możliwości ułożenia sobie życia, a co najgorsze, to to, że nikt ich w kraju nie zatrzymuje, chociaż jest wyrwa demograficzna, która grozi załamaniem systemu emerytalnego. Jakże groźnie w tym kontekście brzmi opinia jednego z prominentnych polityków Platformy w tzw. aferze podsłuchowej, że Polska jest państwem teoretycznym. Nie bardzo rozumiem, co on miał na myśli, ale brzmi to na tyle złowrogo, że ci panowie w prywatnych rozmowach są ze sobą szczerzy i mówią naprawdę to, co myślą, w przeciwieństwie do mediów, które uprawiają propagandę sukcesów manipulując opinią społeczną. Pewnie Kukiz ma rację, twierdząc, że “teraz mamy państwo teoretyczne, a za kilka lat państwa polskiego może w ogóle nie być!”

Więc kogo popierać: tych co mówią, że dobrze jest, jak jest i nie chcą zmian, czy tych nastawionych patriotycznie, którzy uważają, że zmiany są konieczne, aby ze wzrostu gospodarczego korzystało całe społeczeństwo, a nie tyko uprzywilejowane grupy związane z władzą.

OBY NIE SPOTKAŁA NAS DRUGA TARGOWICA!